Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 sierpnia 2013

Malezja- Kuala Lumpur


Cześć! 
Ten weekend, choć jeszcze się nie skończył, zaliczam do jednego z najbardziej zakręconych w moim życiu ; ) 
Ale zacznijmy od początku! Jak już wiecie, postanowiłyśmy z Ritą, że naszą podróż do Tajlandii zaczniemy od małego przystanku w Malezji, a później kierując się już tylko na północ, kierowały się będziemy ku stolicy Talandii- Bangkoku. Rita skończyła wolontariat wcześniej niż ja i wypoczywała przez tydzień w Singapurze, więc niestety nie miałyśmy za wiele czasu na organizację naszej wyprawy. Skutki tego niestety później boleśnie odczułyśmy! 
Nasz samolot z Phnom Phen do Kuala Lumpur planowany był na godzinę 16:40, ale niestety na lotnisku zastała nas niemiła niespodzianka w postaci informacji o godzinnym opóźnieniu lotu. Oznaczało to dla nas przybycie do Malezji o godzinę później, a czas nie grał na naszą korzyść! 
Po dwugodzinnym locie w końcu znalazłyśmy się w Kuala Lumpur! I tu kolejna niespodzianka -Malezja to państwo muzłumańskie! Ja w szortach, Rita w odsłaniającym wszystko topie, trochę czułyśmy się niezręcznie, ale trzeba było iść dalej : ) Po złapaniu autobusu do stolicy miałyśmy godzinę na odpoczynek i przemyślenie planu wyprawy. A zaplanować ją musiałyśmy mądrze, bo podczas 24godzinnej wycieczki każda minuta ma znaczenie! Znalezienie naszego hostelu wcale nie było takie łatwe, jak wydawało się z opisu na stronie internetowej, ale ma to też dobre strony, ponieważ pytając o adres w restauracji w centrum miasta dostałyśmy darmową pizzę! Dobre złego początki...
Po zakwaterowaniu się w hostelu Irsia (który każdemu polecam- czysty, w centrum miasta, pełen młodych ludzi) stwierdziłyśmy, że czas pozwiedzać okolicę. Była już pierwsza w nocy, więc nasze zwiedzanie ograniczyło się do głównej ulicy. Po godzinie spacerowania stwierdziłyśmy, że czas coś zjeść! I to była najgorsza decyzja, która uprzykrzyła nam całą wycieczkę. Zamówione hinduskie jedzenie okazało się tak pikantne, że od samych oparów leciały łzy! Oczywiście wszystko zjadłyśmy, żeby nie wyjść na mięczaków i zaraz po tym poszłyśmy do hostelu spać. Rano obudziłyśmy się z potwoornym bólem brzucha! Szybko zaaplikowałyśmy garść tabletek, ale to niestety nie pomogło. Po prysznicu i śniadaniu zdecydowałyśmy, że czas kupić bilety na pociąg do Tajlandii. Ku naszemu zaskoczeniu biletów niestety nie było! Ani na sobotę, ani na niedzielę, ani na następny cały tydzień... Jako alternatywę wybrałyśmy autobus i po małych perypetiach z kartą płatniczą byłyśmy posiadaczkami biletów na autobus relacji Kuala Lumpur- Hat Yai :) 
Kiedy byłyśmy gotowe wyruszyć w miasto okazało się, że jest już 11! Postanowiłyśmy więc wykupić wycieczkę autokarem po mieście za 45zł. Naszym żołądkowym ekscesom niestety nie było końca, na szczęście mogłyśmy opuszczać autokar i łapać następny (wycieczka ta nazywa się hop-on hop-off i jest bardzo dobrze zorganizowana, tylko dzięki niej mogłyśmy zobaczyć całe miasto!). 
Kuala Lumpur nie wzbudziło we mnie ogromnego zachwytu, ale jest kilka miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Jednak dla mnie (może trochę przez pochmurną pogodę) było ono szare, ponure i smutne. Zdecydowanie jest tomiasto pełne sprzeczności i kontrastów! U stóp Petronas Towers (do niedawna najwyższych budynków świata) zobaczyć można hinduskie i arabskie knajpy, opuszczone budynki, lokalne sklepiki. Drapacze chmur przeplatają się z kolonialnymi zabytkami, i to właśnie te tradycyjne budowle nadają temu miastu urok. Przeplatanie się kultury dalekiego wschodu z elementami Indyjskimi i Arabskimi tworzą niesamowitą mozaikę, którą warto zobaczyć! 
My zwiedzałyśmy Kuala Lumpur tylko jeden dzień, więc mój obraz tego miasta stworzony jest na podstawie głównych miejsc turystycznych. Obiecałyśmy sobie z Ritą, że pewnego dnia tam wrócimy i to nadrobimy ... : ) 
O godzinie 22:30 udało nam się dotrzeć na dworzec i złapać nocny autobus do Tajlandii! Autokar okazał się być luksusowym i najlepszym środkiem transportu na tej trasie, z rozkładanymi fotelami, duużym zapasem miejsca na nogi, kocykami i darmową wodą. Zmęczone przespałyśmy całą drogę, a o 6:30 obudzono nas, żeby przekroczyć granicę z TAJLANDIĄ! : ) i tak oto po 14h spędzonych w autobusie i busie, a później 2h rejsu jesteśmy w najpiękniejszym miejscu na Ziemi - wyspie Koh Samui :) 
Szczegółów nie będę zdradzała, bo już za kilka dni, kiedy zadomowię się w tym raju i trochę pozwiedzam, dodam nowy post z duużą ilością zdjęć! 
Teraz już muszę kończyć, czeka na mnie plaża, zimne drinki i gorąące słońce ! : ) 
Pozdrawiam ! 


Pierwsze chwile w KL:




Petronas Towers:




Małe perypetie z aparatem:
Nasz hostel: 
Przetrwałyśmyy: 
Granica Tajlandia- Malezja: 

A to już mała zapowiedź następnego wpisu... : 


:))













niedziela, 7 lipca 2013

Kampot

Cześć! :) 
Nadszedł nowy weekend, a co za tym idzie kolejny wyjazd pełen przygód! 
Tym razem postanowiliśmy wyruszyc do miasta Kampot położonego na południowym-wschodzie Kambodży. Decyzję podjęliśmy w czwartkową noc, uwierzcie, że ciężko jest wybrać miejsce dziewięcioosobową grupą, w której każdy ma inny pomysł na to, jak spędzić wolny czas! 
Podróż zaczęła się podejrzanie spokojnie i jak mogliśmy się spodziewać, spokój ten trwał tylko przez chwilę. Po dotarciu tuk-tukiem do centrum na dworzec autobusowy okazało się, że niestety biletów do miasta Kampot na dzień dzisiejszy już nie ma! Oczywiście po usłyszeniu tej informacji nikt z nas nie myślał o powrocie do hotelu, zaczeliśmy szukać alternatywy. Pierwszym pomysłem była taksówka! 200km, 8$ za osobe, super opcja! Ale niestety nasza grupa liczy 9 osób, więc jedno z nas nie miało kompanów do podróży. Byliśmy już zrezygnowani i chcieliśmy przełożyć wyprawę na jutro, ale nagle w środku tłumu, pomiędzy wrzeszczącymi, przepychającymi się ludźmi usłyszeliśmy mężczyznę krzyczącego 'private bus, private bus' ! Od razu pojawił się uśmiech na naszych twarzach i po szybkich negocjacjach ustaliliśmy cenę 5$ za osobę. Kierowca zabrał nas tuk-tukiem (kolejna porcja "świeżego" powietrza wdychanego w centrum Phnom Penh - mój organizm woła o pomoc!) do miejsca, gdzie czekał jego luksusowy pojazd. Prywatność tego busa to kolejne pojęcie względne, zaraz po włączeniu silnika zaczęli się schodzić inni ludzie spragnieni podróży, więc w rezultacie jechaliśmy busem pełnym wrzeszczących mieszkańców Kambodży! 
Zaraz po przyjeździe do miasta złapaliśmy taksówkę, a raczej skuter z przyczepą (nie potrafię opisać tego pojazdu, zobaczcie zdjęcie poniżej!), który zawiózł nas do miejsca zakwaterowania. Znaleziony online pokój okazał się być eko bungalowem, za którego plecami była gęsta, przerażająca dżungla. W ciągu dnia miejsce wyglądało bardzo egzotycznie i ciekawie, jednak w nocy tej egzotyki był niestety chyba nadmiar. Niezliczona ilość jaszczurek, pająków, dziury w ścianach, przez które spokojnie mógłby wślizgnąć się wąż oraz zwierzęca orkiestra grająca zaraz za oknem (nawet nie wiecie jak głośnie potrafią być zwierzęta w dżungli nocą!)- wszystko to sprawiło, że zamiast spać czuwałyśmy z dziewczynami nie śpiąc w ogóle! 
Sobotni dzień rozpoczął się wcześnie, o 7 rano wyjechaliśmy na wycieczkę w Góry Kardamonowe. Na wstępie muszę przyznać, że była to jedna z najbardziej egzotycznych i ciekawych wycieczek spośród wszystkich, na które miałam okazję pojechać!
Pierwszym przystankiem był piękny wodospad na szczycie góry w Bokor National Park (na którą wjechaliśmy busem, niestety nikt z nas nie był przygotowany na pieszą wyprawę). Choć oglądaliśmy wodospad w deszczu, to i tak zrobił na nas ogromne wrażenie. Roślinność w tej części świata jest tak bujna, soczysta, o bardzo intensywnych kolorach, że wodospad na jej tle wyglądał cudownie! 
Następnym punktem wyprawy była buddyjska świątynia wybudowana w XV wieku. Niesamowicie cieszę się z wizyty tam, bo interesuje mnie buddyzm, tradycje i zasady panujące wśród wyznawców tej religii. Byliśmy jedynymi turystami, więc zdecydowanie mogliśmy poczuć magię i klimat panujący w tej świątyni. Już samo otoczenie, położenie na szczycie góry skąpanej w mgle sprawiły, że miejsce to było  zdecydowanie warte odwiedzenia. 
Podczas wycieczki odwiedziliśmy także opuszczone francuskie miasteczko. Francja niegdyś posiadała kolonie w Kambodży, więc do dziś można znaleźć tu elementy charakterystyczne dla tego kraju (bagietki, ludzi mówiących w języku francuskim, francuskie elementy w budownictwie, czy też właśnie takie opuszczone miasteczka). Niestety podczas budowy drogi zniszczona została połowa zabytków, więc za wiele nie mogliśmy zobaczyć.   
W drodze powrotnej jadąc drogą w otoczeniu dzikiej natury nagle na drodze pojawił się zielony wąż. Na twarzy naszego przewodnika pojawiło się przerażenie i kazał nam natychmiast zamknąć okna. Jak później się okazało, był to wąż zajmujący zaszczytne drugie miejsce na liście najbardziej jadowitych i niebezpiecznych węży świata! Całe szczęście, że zrezygnowaliśmy z pieszej wycieczki i wybraliśmy busa... 
Pewnie teraz się spodziewacie fragmentu o tym jak to po męczącym dniu zapadliśmy w twardy sen! Nic z tego! :) Wrażeń oczywiście nie było nam dosyć, więc po szybkim prysznicu i kolacji zdecydowałyśmy z dziewczynami, że czas zwiedzić Kampot! Nasze zwiedzanie zakończyło się na spacerze deptakiem wzdłuż Mekongu. Poznałyśmy tam ekipę podróżników z Australii, Nowej Zelandii oraz Anglii i wszyscy razem poszliśmy do salsa baru na trwającą do późnych godzin wieczornych imprezkę : ) Uwielbiam poznawać tu nowych ludzi! Wszyscy są mili, otwarci i niesamowici inspirujący. 
Niedzielny dzień spędziłyśmy na odpoczynku i relaksie! Po godzinnej wycieczce rowerowej po mieście i jego okolicach zasiadłyśmy w knajpie nad rzeką i rozkoszowałyśmy się pysznym jedzeniem i świeżymi koktajlami : )
Teraz siedzę w busie kurczowo trzymając się siedzenia (ten bus już na szczęście jest prywatny i zawiezie nas pod same drzwi domu!). Zasady panujące na kambodżańskich drogach (a raczej ich brak) to temat na dłuugi wpis! Mniej więcej wygląda to tak: miej kierunkowskaz wlączony cały czas, może najdzie Cie ochota na wyprzedzenie kogoś; nie używaj wycieraczek (o ile je masz!); miej włączone cały czas światła długie; używaj klaksonu żeby kogoś ostrzec, przeprosić, powitać, just for fun!; jak nie ma miejsca na lewym pasie, jedź prawym!; jeśli kierujesz motorem, ruch prawostronny Cię nie obowiązuje; i najważniejsza : większy jest ważniejszy i ma zawsze pierwszeństwo! :) 

Trzymacje kciuki za mój szczęśliwy powrót i do usłyszenia niebawem ! 

PS! Kochana rodzino (wiem, że czytacie mojego bloga!). Nie martwcie się o mnie, do tej pory nie spotkała mnie żadna niebezpieczna sytuacja, ludzie są mili, pomocni, nie zauważyłam problemu związanego z kradzieżą, zapowiada się, że wrócę do domu cała i zdrowa ! ; ) Oczywiście wszyscy się na mnie patrzą jak na przybysza z kosmosu, robią mi zdjęcia i zasypują pytaniami (często w khmerskim ;p), ale jestem pewna, że czarnoskóry człowiek na ulicach naszego Ostrowca też byłby sensacją, ięc nie ma co się dziwić ! 

PS 2! Zmieniłyśmy z dziewczynami plan podróży po projekcie i naszym pierwszym przystankiem nie będzie Bangkok, a KUALA LUMPUR w Malezji :)))

PS 3! Anegdotka z mojego życia w Kambodży:  miejsce, w którym jedliśmy codziennie kolacje (super knajpa, z stolikami na dworze, pycha jedzenie) okazało się być domem publicznym ... : P czas znaleźć inną jadłodajnię! 

Pozdrawiam ! 




moje motto od dziś! (mądrość z kambodżańskiej knajpy!):

Ja i Nadia:





Portugalia Australia Polska 
Rita i Mike: 



















sobota, 22 czerwca 2013

Bangkok

W końcu dotarłam do Bangkoku! Ten lot nie był już tak przyjemny. Turbulencje, które trwały aż dwie godziny (przez cały przelot nad Zatoką Bengalską) nie pozwoliły mi spać, a zmęczenie dawało o sobie znać. Ale nie warto pamiętać o tym, co złe, najważniejsze, że już tylko 20 godzin dzieli mnie od przyjazdu do Phnom Penh! 
Bangkok zadziwił mnie swoim spokojem, brakiem wszechobecnego dźwięku klaksonów (myślałam, że w tej części świata to niemożliwe!), ciszą i względnym porządkiem. Choć szczerze mam nadzieję, że kiedy wrócę tu w sierpniu na dłużej, poznam szalone, głośne i dynamiczne życie tego miasta. 
Podróż z lotniska do hotelu (raczej hoStelu) odbyła się bez większych problemów. Soczyście różową taksówką spokojnie przejechałam około 15km podjeżdżając pod same drzwi hotelu. A w nim czekał na mnie pokój z równie różowym kocykiem Hello Kitty. Wyobrażając sobie azjatyckie tanie hotele zawsze miałam przed oczami dokładnie taki, do jakiego dziś dotarłam. Klaustrofobiczne pokoje, małe okienka, trzeszczący wiatrak, na korytarzu brak żywej duszy. Ale absolutnie nie narzekam, luksus skończył się w Dubaju, teraz zaczyna się azjatycka rzeczywistość. Jestem bardzo blisko lotniska, z którego jutro wylatuję, zjadłam pyszną kolację z dostawą do łóżka za całe (uwaga) trzy złote, wiatraczek wieje mi prosto w twarz, a w tle śpiewa sobie Ed Sheeran! Czego mi więcej trzeba ... ;) 
Jest dopiero 20:30, ale ja uciekam już spać, odezwał się potworny jet lag i już nie wiem kiedy jest dzień, a kiedy noc. Trzymajcie kciuki za jutrzejszy przelot do Kambodży ( jak ja nie lubię latać samolotami!!!), do usłyszenia ! :)

mój pokój
mało interesujący widok z balkonu 
przepyyyyszny ryż z warzywami 
A na koniec ja ! : ) pozdrawiam! 

środa, 19 czerwca 2013

Istny Sajgon!

Cześć! 
Wyjazd do Kambodży już pojutrze! : ) Z wrażenia ciężko usiedzieć mi w miejscu, najchętniej spakowałabym dziś plecak i pobiegła na lotnisko!  
Jednak zanim zacznę zpisywać tu moje wspomienia z tegorocznej wyprawy, chciałabym napisać kilka słów o wolontariacie, w którym brałam udział rok temu. 
Jak to w ogóle się stało, że zaczęłam podóżować jako wolontariusz? Moje zainteresowania zawsze skierowane były w kierunku wschodnim. American dream absolutnie mnie nie zachwyca. Kiedy inni marzyli o wakacjach w USA, ja rozmyślałam o podróży do Azji. Ponad rok temu, kilka miesięcy przed maturą zdecydowałam, że chcę  te najdłuższe wakacje w życiu zapamiętać na długo! Niestety mój budżet nie przekraczał nawet połowy sumy potrzebnej na sfinansowanie podróży do Azji. Nie poddając się zaczęłam szukać alternatywy dla tradycyjnej wycieczki i po kilku nieprzespanych nocach poszukiwania znalazłam WOLONTARIAT! 
Dwa miesiące po wyborze miejsca i projektu siedziałam już w samolocie do Wietnamu. Ciekawość i strach przeplatały się nawzajem, ale już po pierwszym dniu w Sajgonie (mieście, w którym mieszkałam) wszystkie troski odeszły. Trafiłam do pięknego miejsca, przez miesiąc przebywałam z młodymi ludźmi z całego świata. W tygodniu każdy realizował przydzielone mu zadania (nauka języka angielskiego, opieka nad dziećmi w szpitalu, domu dziecka, praca w instytucjach NGO), a w weekendy wszyscy razem zwiedzaliśmy najpiękniejsze zakątki Wietnamu. Oprócz codziennej pracy był też czas na relaks, podróże i imprezy. Jak już wcześniej pisałam, był to naaajcudowniejszy miesiąc w moim życiu! 
Bardzo ciężko opisać w kilku słowach tak wspaniały wyjazd, może poniższe zdjęcia pomogą Wam to sobie wyobrazić : )  

niedziela, 16 czerwca 2013

Pierwsze koty za płoty!

CZEŚĆ!
Założyłam tego bloga z potrzeby posiadania miejsca, w którym będę mogła spisać wszystkie swoje spostrzeżenia, myśli, wspomnienia z podróży, która rozpoczyna się już za pięć dni. Chciałabym też dzielić się informacjami z rodziną i znajomymi bez zaśmiecania komunikatorów i portali społecznościowych. Jeżeli któraś z moich myśli, rad, zaleceń będzie dla Was wskazówką, ucieszy mnie to niezmiernie!

Zacznijmy od początku:
kim jestem? studentką ekonomii międzynarodowej w Szkole Głównej Handlowej, która ma tysiąc pomysłów na sekundę (zazwyczaj NIEzwiązanych z ekonomią) i chce je realizować! ;
gdzie jadę? AZJA! Kontynent, w którym się bezgranicznie zakochałam chcę odwiedzić jego każdy zakątek. Podczas mojej 8 tygodniowej (nietypowej- ale o tym później!) podróży odwiedzę Kambodżę, Wietnam i Tajlandię. Wiem, że trasa jest na tyle popularna, że informacje na moim blogu nie będą zjawiskowym odkryciem, ale jak już wcześniej pisałam, blog ten jest dla mnie formą spowiednika/pamiętnika/komunikatora, więc pojawią się tu informacje o wszystkim co przeżyję, zobaczę, zjem, wypiję...


Trasa mojej wyprawy wygląda następująco:
Warszawa-Dubaj-Bangkok-Phnom Penh-Wietnam-Phnom Penh ( weekendami wszystkie ciekawe zakątki Kambodży)- Bangkok- Phuket, Phi Phi( i inne wyspy w Tajalndii)- Bangkok-Dubaj-Warszawa !

Patrząc na mój plan wyprawy można się zastanawiać czemu tak dużo w nim Phnom Penh i Bangkoku :) jeśli chodzi o Bangkok, odpowiedź jest bardzo prosta- jest to świetne miejsce przesiadkowo/wypadowe do innych zakątków Tajlandii (i loty z Bangkoku do innych azjatyckich miejscowości są bardzo tanie)! Przy Phnom Penh zatrzymamy się trochę dłużej. Bo to właśnie tam będę realizowała projekt, na który się dostałam. Zadaniem moim, jak i moich (około) 10 kompanów z całego świata będzie nauka języka angielskiego w szkole w stolicy Kambodży- Phnom Penh. Zdecydowałam się na taki rodzaj wyprawy, ponieważ uważam, że jest to świetna forma łącząca podróżowanie, zwiedzanie oraz pomoc tym, którzy najbardziej nas potrzebują. Rok temu uczestniczyłam w takim wyjeździe w Wietnamie (o tym i doładnie o wolontariacie w następnym poście) i z ręką na sercu mogę stwierdzić, że nigdy nigdzie nie poznałam tylu wspaniałych osób, nie spędziłam tak cudownego miesiąca, jak właśnie na wolontariacie w sercu Wietnamu- Sajgonie. Teraz, kiedy już wiecie gdzie, kiedy i po co jadę, łatwiej będzie Wam zrozumieć przebieg mojej wyprawy.

Uciekam pisać listę rzeczy, które muszę ze sobą zabrać (ona też się tu pojawi, po mojej zeszłorocznej podróży już wiem, że podczas pierwszej wyprawy do Azji w torbie może znaleźć się dużo za dużo zbędnych rzeczy).

Głowa pęka mi od tematów, które chciałabym tu poruszyć, może w końcu po spakowaniu znajdę na to czas !

Dobranoc : )

PS!  przepraszam za mój słowotok, jak mówię o czymś, co mnie interesuje, ciężko mi skończyć!


Pięknie, prawda... ? 
(Świątynie Angkor Wat, Siem Reap, Kambodża)